Przejdź do głównej zawartości

Posty

Baśnie Ludów Ziemi

Trzeba Wam wiedzieć, że to baśnie decydują, kiedy przyjść.  Jeżeli nie są gotowe, gubią się między słowami. Aż nadejdzie ich czas, aż przywoła je pieśń.  Tym razem przywędrowały do Gdyni, a przyniosła je Magda, autorka projektu Baśnie Ludów Ziemi
Miejscem spotkania był Ogród Kreacji. Usiedliśmy przy ogniu, pod gwiazdami i w księżycowej pełni. Blisko natury, obok siebie. W powietrzu unosił się zapach kadzidła i polnych kwiatów.  Z oddali docierały rozmowy świerszczy. 
Zupełnie wymarzone warunki do wysłuchania magicznych opowieści. Jakby cały wszechświat się zmówił, żeby te baśnie wybrzmiały z mocą. Tak, jak "to działo się dawno, dawno temu. W czasach, które już minęły i które znów powrócą." 
Wszystko razem przypominało spektakl teatralny. Żeby doświadczyć bardziej, wystarczyło zamknąć oczy. I dać się ponieść wyobraźni. A ta, jak wiadomo, potrafi cudowności.
I tak żeśmy trwali w skupieniu, między jedną a drugą historią. I słuchali o tym, co w człowieku. W baśniach jest tyle…
Najnowsze posty

Śpiewokrzyk

Śpiewokrzyk - tak jednym słowem można opisać śpiew biały. Taki z wnętrza, pierwotny i czysty. Pełen mocy. I, co najpiękniejsze, niewyuczony. Raczej instynktowny. Ostatnio próbowałam go z siebie wydobyć na warsztatach. Okazało się, że potrafię i było to odkrycie co najmniej niesamowite.
W muzyce ludowej jestem zakochana od lat. To, co dawne, jest mi bliskie. A wszystko, co czerpie z folkloru, zachwyca. Ale muzyka najbardziej, aż do wzruszenia. Dlatego te warsztaty. Z ciekawości. Żeby chociaż na chwilę zamienić się z odbiorcy w twórcę. Żeby poznać i doświadczyć. I trochę ze strachu. Czy raczej - by wyjść mu naprzeciw i spróbować oswoić. Bo  na tych zajęciach nie byłam sama. Trzeba mi  było pracować w grupie. Współistnieć. Nauczyć uważności.  Jakby ten śpiew był tylko pretekstem, punktem wyjścia (czy może wejścia) do pracy nad sobą, do poznania siebie. Do przekraczania. Do otwarcia na nowe. 
Piękne rzeczy się mogą wydarzyć, gdy ktoś stworzy bezpieczną przestrzeń do działania. Ćwiczenia …

O Starej Słaboniowej i spiekładuchach

"Mówili we wsi, że wzrok Słaboniowa miała  jak na swoje lata nadzwyczajny i ku niezadowoleniu okolicznych mieszkańców nieraz docierał on tam, gdzie sięgać nie powinien." 
Dlatego zawsze pozna, gdy jaki czarci pomiot błądzi po okolicy i szuka ofiary. A kiedy w pobliżu czai się zło wcielone i ona spokoju zaznać nie może, tylko próbuje zaradzić. Bo w całej Capówce, niewielkiej wsi, którą siły nieczyste postanowiły nawiedzić, jedna Teofila Słaboń pamięta pradawne znaki odpędzające złe uroki. 
Nikt też jak ona nie pojmuje magicznej mocy ziół. Bo przecież ta sama roślina mogłaby uleczyć i zabić. Wystarczy tylko wiedzieć, jak się z nią obchodzić.
Powiem jeszcze może, że gdy konieczność taka nastąpi, żeby zagadkę Południcy rozwiązać, Zmorę wyłapać i Strzygę powstrzymać, Słaboniowa  się nie zawaha. Wykona zadanie, zgodnie z powinnością. Bo tylko jej wiadomo, do czego te spiekładuchy zdolne. 
"Dość mnie już tych spiekładuchów, tych popaprańców, co z ludzkiej głupoty i złości na nasz …

Sny wędrownych ptaków

Na odwrocie ulotki z opisem filmu możemy przeczytać, że "to zachwycająca wizualnie opowieść o początkach kolumbijskiego handlu narkotykami".  Cała prawda zaklęta w jednym zdaniu. Ze szczególnym naciskiem na wizualnie. Ten film broni się obrazem. Jest obrazem, który nie wymaga podpisu. Sny wędrownych ptaków to przede wszystkim magia. To historia opowiadana z podziałem na pieśni. 
Pieśń Pierwsza: Dzikie ziele Mówi o Indianach Wayuu i ich codzienności podporządkowanej rytuałom przodków. Palce dłoni symbolizują rodzinę, aby lud Wayuu nie zapominał o swoim pochodzeniu. Lojalność wobec bliskich to wartość największa.
Pieśń Druga: Groby Tutaj sny są dowodem na istnienie duszy, a tylko nieliczni znają ich język i potrafią odczytać z nich przyszłość. Poznajemy strażniczkę rodu, która ze snami rozmawia. Zostajemy wprowadzeni do tajemniczego świata obrzędów, gdzie ziemia została splamiona krwią, a zmarłych nie wolno dotykać. Gdzie tradycji się nie zapomina. Nikt przecież nie chce urazić duch…

Nikt nie idzie

Tą drogą Nikt nie idzie Tego dzisiejszego wieczoru 


Najnowsza książka Małeckiego składa się z rozsypanych wspomnień, które z biegiem stron układają się w historie.
Na początku pojawia się dwoje ludzi. Marzena, która zbiera fontanny od zawsze i Antoni - Mężczyzna Uporczywie Oglądający Komody. Ona pracuje  w sklepie meblowym, on przychodzi do tego sklepu meble uporczywie oglądać. Ale pewnego dnia postanawia zaprosić ją na kolację, a później proponuje małżeństwo. Ona się zgadza na jedno, potem na drugie. I żyją wspólnie i "oboje czekają, aż wydarzy się wreszcie coś ważnego, bo chyba niemożliwe, żeby zawsze było tylko tak." Jeszcze później okaże się, że będzie ich troje. Na świat przychodzi Klemens. Chłopiec, który mógłby poradzić sobie w życiu. Gdyby tylko...
"Antoni nie chciał, żeby jego chłopiec był niepełnosprawny. Nie mógł nic na to poradzić, ale pragnął, by jego chłopiec był jednym z tych, którzy się niepełnosprawnymi na co dzień nie przejmują."
A Marzena? 
"N…